Zakładki:
Autorka informuje,
Czekam na listonosza
Nieobecni (chwilowo?)
Politycznie
Prywatne, proszę pukać
Prywatne, z kluczykiem
Silva rerum
Z mojej półki

Ta pomoc nic nie kosztuje!






poniedziałek, 02 listopada 2015

...paskudne jest dla mnie niewymownie. Nieestetyczne. Raniące moją sferę sacrum. Ze śmierci robiące jakąś wypindrzoną śmiertkę. Fuj.

Więc nie uczestniczę, nie oglądam w tv, nie popieram, nie szykuję cukierków, nie otwieram furtki. Nie. 

Ale z rosnącym rechotem słuchałam dziś napuszonej oracji jakiegoś telewizyjnego kaznodziei, który dowodził, że Halloween zabiera dusze młodocianym katolikom, a diabeł wciska się do nich przez dyńkę.  Kogóż tam nie było, wśród tych, co organizują halołyny? Ateiści, geje, cykliści, kabaliści, kanibale i pokerzyści. I oczywiście "im podobni". A efekt? - płacz, zgrzytanie zębów i psychoterapia!

Aż miałam ochotę pomachać ręką: halo! tu jestem! niedowiarek - a patrz pan, przeciwniczka halołyna! E, i tak by nie uwierzył. To nie pasuje do obrazka.

15:02, moja.koteria , ZAUWAŻENIA
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 października 2015

Coraz mniej znajomych w blogosferze... Zostało kilka postaci, reszta umknęła po cichu. Blogi wypalają się z czasem. Wyjątek stanowią te, których Autorzy zrobili blogokarierę. A może myślę źle? Może do wypalenia dochodzi, gdy zbyt się odsłonimy, lub gdy powiedzieliśmy dość i zostało tylko powtarzanie się?

Zaczęłam pisać "koterię" chyba z osiem lat temu, była nas wtedy grupka ciekawych siebie nawzajem osób, żywo uczestniczących wzajemnie w swoim życiu. Ciekawe, co dziś z nimi? Dokąd poszły? Jak bardzo zmieniło się ich życie i problemy? Czy się kiedyś dowiem?..

17:28, moja.koteria , ZAUWAŻENIA
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 10 marca 2014

...napisać że żyję. Moja koteczka nie nazywa się Mufka-Mrufka, nie przyjęło się. Jakoś samo się tak porobiło, że i ona ma imię na "K", jak wszystkie moje koty :-) To już całkiem spora panienka, i została, już jest moja. Zrobiła się z niej urocza kruszyna, komunikatywna, cieplutka. Rozruszała całą koterię, która przecież już jest w wieku mocno średnim.

A ja walczę z dojrzałym wiekiem i jego przypadłościami. Nie chce mi się opisywać, bo gadanie o chorobach dodatkowo postarza, a kto chciałby być stary?

Jeśli ktoś tu jeszcze zagląda to serdecznie pozdrawiam! 

18:07, moja.koteria , ZAUWAŻENIA
Link Komentarze (9) »
środa, 18 grudnia 2013

Wstawiam zdjęcie małej Mufki, żeby moja kocia dokumentacja była pełna. Więcej o naszym stowarzyszeniu pn. BRAT KOT, działającym od października w Giżycku - na stronie BRAT KOT na facebooku. Zapraszam! 

17:13, moja.koteria , ZAUWAŻENIA
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 października 2013

 Dziś Bazylka znalazła swój nowy dom.  Bella zabrana została wcześniej, ale Bazyliszka miała jeszcze kłopot ze spojówkami, więc się doleczałyśmy. Te trzy dni spędzone już bez Belli, a więc w bliskim kontakcie, bardzo nas zakumplowały. Mam nadzieję, że ją mniej niż mnie...

Dobrego życia, Bazyliszku. 

15:19, moja.koteria , ZAUWAŻENIA
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 14 października 2013

Zamieszkały u mnie tymczasowo 1 października. Mają po 10 tygodni. Na obie czekają już nowe domy. Słodkie małpy ogoniaste, pchły kudłate. Śpią przytulone, jak to siostrzyczki, a gdy sie już wyśpią, to biegają z prędkością światła. 

niedziela, 15 września 2013

 

Musi się jakoś nazywać, choć mam nadzieję nazywa się tylko chwilowo. Dziś podłączył mi się do okna, skąd z apetytem pobrał jedzonko i tak sie zachęcił, że przymaszerował do wejścia, pod daszek, i tak już został. Czyjś jest. Jeśli się zgubił, to właściciel się znajdzie. Jeśli natomiast właściciel się go pozbył (niestety tu bywaja tacy; może Kleks zaczął "znaczyć", bo to młody kocurek, do niedawna pewnie był uroczym kociątkiem, a teraz zrobił się facet) to będzie jak z Czwartkiem przed dwoma laty. Full serwis, aż znajdzie nowy dom.

Budkę mu zaimprowizowałam na zewnątrz, noce jeszcze nie takie zimne, w budce ciepło i jedzonko a vista obok. Rozwiesiłam ogłoszenia, dałam do gazety. Słodziak, pieszczoch, zaraz mi na ogrodowym fotelu na kolana wlazł, wylizał swoje łapki i zasnął. Cudek mały...

sobota, 31 sierpnia 2013

Od kilku lat szukam dla siebie torebki. I pewnie osiwieję nie znalazłszy.

Oglądam torebki w internecie i w każdym sklepie. Trzeba mieć naprawdę wielką wyobraźnię żeby zaprojektować taką pulę niczego, następnie to uszyć i wystawić z nadzieją, że ktoś kupi. Torebki damskie przypominają zazwyczaj powłoczkę z uszami, jakby producenci uwierzyli, że każda kobieta kocha mieć w torbie bałagan, a wyjmując szminkę musi malowniczo wysypać zawartość torebki na stół.

Ja kocham w torbie porządek. Nie jestem pedantką, ale porządek w torbie ułatwia mi życie. Gdy ją otwieram, w różnych przecież sytuacjach, muszę od razu zobaczyć gdzie mam portfel albo komórkę, albo długopis, albo coś tam. Więc moja torba musi być sztywna i otwierać się tak, by za jednym ruchem pokazać mi całe wnętrze. To wnętrze musi być jasne, najlepiej gdyby podszewka była z eleganckiego materiału np. w kolorze ecru w dyskretny wzór (dobre miejsce na logo firmy torebkarskiej), bo w tych czarnych zazwyczaj czeluściach trudno coś znaleźć. Podszewka powinna przylegać do ścian, a nie falować złowieszczo i chować co się da w swoich draperiach.

Niech ta torebka ma od spodu zamykaną na zamek kieszeń na małą składaną parasolkę, a od góry jedną komorę z inteligentnie zaprojektowanymi i także sztywnymi przegródkami. Jedną - bo jeśli moja torba ma komór więcej, to za każdym razem sięgając po portfel otwieram wszystkie kolejne i znajduję go w ostatniej. 

Niech ona ma albo rączki albo pasek, a nie jedno i drugie. Torebka "na wszystkie okazje" jest torebką na żadną okazję. Każda z nas ma torebek tysiąc i nie musimy odpinać pasków ani rączek od tej jednej. Z jedną nikt dziesięć lat nie chodzi, każda się w końcu niszczy.

Zapięcie tej torebki też niech ma jakiś pazur. Trzeba móc ją obsłużyć jedną ręką, nie dlatego, że mi drugą odjęło, ale dlatego, że czasem trudno z drugiej ręki wypuścić klucze, smycz, dziecko, laskę albo doniczkę z przytulią. Przy tym zapięcie powinno być bezpieczne, to znaczy nie zachęcające pana kieszonkowca łatwością dostępu. 

Materiał to sprawa drugorzędna. Lubię porządną skórę naturalną bo jest trwalsza, ale może być i ekologiczna lub cokolwiek, byle nie wyglądało to skrajnie tandentnie. Żadnych ćwieków, klamr, fiu-bździu, tasiemek, zmarszczeń, plecionek - wszystko to rzeczy zbędne, obciążające dodatkowo torbę, którą zazwyczaj wystarczająco obciąża jej zawartość.

Są to potrzeby elementarne i nie przekraczające - jak do pewnego momentu myślałam - wyobraźni przeciętnego projektanta toreb. Kiedyś jednak zadzwoniłam do pewnej firmy, która się ogłaszała, że uszyje każdą torbę według projektu klienta, i opowiedziałam panu to, co wyżej. Najpierw obiecał "pomóc" (jakbym zadzwoniła do pogotowia ratunkowego) a potem zamilkł na wieki.

Dlatego już wiem, że łatwo nie będzie. Nadal będę wszędzie spotykać bezkształtne powłoczki z uszami, o czarnych, falujących czeluściach. 

19:14, moja.koteria , POŚWIRUJEMY?
Link Komentarze (3) »
niedziela, 12 maja 2013

No to już Mrusia biega od dni kilku bez koszulki. Szew zagojony, choć się paprało, przetoka jakaś się zrobiła, a nią wychodziła nitka. W końcu wyszedł kawałek z węzełkiem. Po jego obcięciu jakoś się problem skończył.

Jak powszechnie wiadomo, kot to jest takie urządzenie, które raz lubi coś, a raz coś innego. Pozbawiona koszulki Mrusia skoncentrowała się na usuwaniu bawolego podszerstka i aktualnie żadnego przytulania na kolankach nie ma. Teraz ona jest dorosłym, cichym kotem, skupionym na własnym futrze, wyglądzie i samopoczuciu. Skończyło się kompulsywne lizanie sierści aż do gołej skóry, teraz Mrusia czyści się metodycznie i skuteczanie. Był jasnoszary kudłaty misiek, a jest smukły, ciemnoszary, błyszczący z dnia na dzień coraz bardziej kot. Ostatnio też ukochanym miejscem Mrusiowego spania stała się walizka; pamiętam jak mój Kubuś też miał kiedyś taki walizkowy szał, ale - jak to zawsze kotu - kiedyś mu przeszło, ot tak, z dnia na dzień.

A ja, drodzy moi, skupiam się na tulipanach. Wsadziłam jesienią sześć koszyczków cebulek, po jednej lub dwie odmiany w koszyczku i teraz, co kilka dni wykwitają mi nowe a przekwitają poprzednie.  Poprosiłam znajomą o przerzucenie zdjęć z komórki na komputer i jak dostanę to wstawię. Zakochacie się w moich tulipanach...

 

 

08:41, moja.koteria , ZAUWAŻENIA
Link Komentarze (1) »
wtorek, 23 kwietnia 2013

Mrusia ma nowy dom. Dobry, najlepszy. Zamieszkała u mojej przyjaciółki.

Nie było łatwo.

Strasznie była wrzaskliwa po nocach. Nie wiedziałyśmy: ruja to? Tak na okrągło? Czy kocia psychika zwichrowana w jakimś niejasnym sposobie. Już już miała iść na zabieg, ale zaczęła wylizywać futerko nadmiernie, do skóry. Więc weterynarz dał maść i kazał smarować. Dostała wtedy koszulkę zakrywającą wylizane placki, co jej się nie spodobało. Nowe mieszkanie, nowa koszula (nijak dbać o higienę!) i ten zew natury, nakazujący wrzeszczeć co noc...

Uszyj kotu koszulkę! Niby są profesjonalne: pooperacyjne, ale tu nie o taką chodziło. To raczej miał być kombinezon, żeby jak najmniej powierzchni kota było do się lizania. Metodą prób i błędów, doszywając nogawki i rękawki i robiąc różne dziurki żeby przewlekać tasiemki wykonałyśmy prototyp koszulki idealnej, do której kot w końcu się przyzwyczaił.

Placki wyleczone, kot w koszuli, wyje. A my wymieniamy się co drugą noc: jedna śpi, druga dyżuruje przy kocie. Głaszcze, usypia, zajmuje czym się da... Żeby nie zwariować.

Ale przyszedł wreszcie dzień zabiegu. Zniosła dobrze, z dnia na dzień i z nocy na noc uspokoiła się kocina... Teraz, po tygodniu, zachowuje się już jak każdy domowy kot: śpi 16 godzin na dobę, wybrzydza przy misce, a poza tym głównie przytula się i mruczy.

Aktualnie wyraźnie zmienia sierść. Wypada zimowy jasnoszary podszerstek, a rzucają się dłuższe, ciemnoszare włosy. Fragmentami kot wyglada jak wół piżmowy. Za kilka dni, gdy szew pooperacyjny będzie już doskonale zagojony, spróbujemy jak będzie bez koszulki...

Wyjaśniła się też tajemnica tych nieustannych wrzasków. Mrusia miała cystę na jajniku. Podobno to dość często się zdarza i powoduje "zapętlenie" rui, taką ruję permanentną, dolegliwą. Biedne te kocie dziewczyny...

wtorek, 26 marca 2013

Bo nie mogła tak dalej. Od jesieni plątała się pod lasem, w starej szopie, a mróz wielki. No, nie sama. Inne koty też tam były i są, kaszlą, prychają, ale one dzikie. A ona nie. Więc jak zaczęła rzęzić - zabrałam i powiozłam do weta.

Nie chuda, bo te koty ludzie ofiarnie, przychodząc bodaj dzień w dzień, karmią. Ale chora, poszerszniała, z biegunką na siódmy zagon, zapaleniem płuc i kaprawymi, zaropiałymi oczami. W wieku nieokreślonym, ale ledwo słoneczko wyżej przyświeciło, już odprawiła ruję, piejąc mi przepięknie po nocach, i piałaby jeszcze dłużej, ale ją pani weterynarz lekko zastymulowała do owulacji i przeszło.

Owóż teraz, po równym miesiącu, choroby ustały, kot zadomowił się w maciupkim przedpokoju, skąd roztacza wszelkie uroki zwierzątka wdzięcznego i zdumiewającego. Bo wygląda bardziej jak skrzyżowanie kuny z zajączkiem, maści jest szarej, a postaci drobnej nader, do tego zębów nie ma i gryzie w zabawie jak muppet. Ale głównie tarza się i przytula i zamiera w zachwycie gdy brać w ramiona, siadającemu skacze na kolana i jakoś mi powiedziała, że mam ją drapać wzdłuż grzbietu, bo już to wiem bez żadnych wątpliwości. 

Taki kot. No. I już na poniewierkę nie pójdzie. 

 

19:36, moja.koteria , ZAUWAŻENIA
Link Komentarze (2) »
czwartek, 14 lutego 2013

Przez całe moje dzieciństwo ten dzień był jednym z najmilszych w roku. Już w przeddzień smażyło się faworki i piekło ciasta. Od rana pracowano nad przekąskami, po obiedzie sprzęty jechały na bok, a wzdłuż, przez dwa pokoje o rozsuniętych drzwiach wewnętrznych, zaczynał pysznić się stół z dodatkowymi blatami wmontowanymi w środek. Ze wszystkich pokoi znosiło się krzesła i ustawiało je przy tym długim stole, czternaście, osiemnaście... Potem w kuchni pachniało pieczenią, mama pachniała perfumami, pachniały kwiaty, które jej wręczali kolejni goście...

A było to pół wieku temu, gdy telewizorów nie było, a potem już były, lecz miały ekran wielkości pocztówki. Zdobyte jakimś cudem parówki zapiekano w chrzanowym sosie, podawano sałatki warzywne i nieśmiertelne jajka w majonezie. Goście siadali i opowiadali o przedwojennych podróżach, o dzieciach, o codziennym życiu. Na stole pojawiał się alkohol, który pito z małych, szklanych i kryształowych kieliszków. Następnego dnia solenizantka odbierała telefony od gości; miłe pogaduszki z dziękowaniem sobie wzajemnie...

Bo moja mama na imię miała Walentyna.

20:15, moja.koteria , ZAUWAŻENIA
Link Komentarze (1) »

Wanda N. wzięła 40-tysięczną "nagrodę", tak samo jak jej koledzy wicemarszałkowie i pani marszałek Ewa K. Podobno od lat sobie te nagrody rozdzielali i nikt nie mrugnął okiem, wszystkim się podobało. W moim przekonaniu wszyscy oni powinni się wstydzić, głowy posypać popiołem, zwłaszcza ci religijni. Zaś pani Wanda N., feministka, powinna była być "wrażliwsza społecznie", przyznaję całkowitą rację Palikotowi.

Inne partie przełknęły ten wstyd jak gęś kluchy. Palikot nagłośnił sprawę i nie przestaje powtarzać, że te "nagrody" to bezczelność. Bo to jest bezczelność. Bo to są nasze, podatników pieniądze. Jakże blaszane czoło trzeba mieć, by jak pani marszałek twierdzić, że wszystko jest w porządku!

Jak dla mnie, odwołani powinni być wszyscy - całe prezydium. Dla przykładu. Dla zmiany obyczaju. Dla informacji, że oto Sejm RP dostrzegł draństwo w swoich szeregach i zamierza przeciąć ten proceder. Że posłowie gotowi są zacząć zaciskać własne pasy. Brak takiego wniosku i pozostawienie Wandy N. na stanowisku wicemarszałka to de facto przyzwolenie na rozdawnictwo kolejnych nagród i premii dla równiejszych. A Wanda N. stała się niechlubnym symbolem polskiego koryta.

09:24, moja.koteria , ZAUWAŻENIA
Link Komentarze (1) »
piątek, 08 lutego 2013

Mam ja na wszystkich teraz prosty test. Czytam, co kto pisze o Annie Grodzkiej i Krystynie Pawłowicz. Jedno, dwa zdania - i wiem. Wiem, gdzie jest szacunek dla drugiego człowieka, akceptacja inności, tolerancja, by nie nadużywać pojęcia "miłość bliźniego". Nie, nie będę go nadużywać, stanowczo.

Nauczono mnie w dzieciństwie wielu niepotrzebnych rzeczy, ale kilku takich, za które jestem wdzięczna. Że nie komentuje się czyjegoś wyglądu. I że nie wyśmiewa się cech człowieka, które dała mu natura, nie wybrał ich sam. Takie proste zasady, a jakże pomocne. Pozwalają przejść przez życie z poczuciem, że przynajmniej w tych kilku sprawach nikogo nie skrzywdzę. W innych - może, zapewne. W tych - nie.

Ten test mnie boli. Właśnie wycięłam z linków lubianego dotąd bloga. Szkoda - lecz trudno. W tej sytuacji ta znajomość i tak by nie miała szans...

piątek, 01 lutego 2013

Obejrzałam program publicystyczny, którego gościem była działaczka partii demokratycznej, osoba po korekcji płci. Bo tak się to naprawdę nazywa - tłumaczyła. Niektórzy ludzie rodzą się na przykład z ciałem mężczyzny a mózgiem kobiety. Życie w tym rozbracie staje się z czasem nieznośne.

Ta osoba nie była krasomówcą, dziennikarz popędzał wypowiedzi i przerywał, jak to oni. Ale ja usłyszałam to, czego nie wiedziałam, bo i skąd - ze mną natura postąpiła niewrednie dając mi ciało i mózg tej samej płci. Więc usłyszałam to, co zabrzmiało. Że mianowicie pragnienie dostosowania ciała do tożsamości odczuwanej przez te osoby jest tak silne, że decydując się na zmianę płci godzą się znieść poniżenie, porzucenie przez bliskich, osamotnienie i wieloletni ostracyzm społeczny. I że wielu z tych ludzi załamuje się i przedwcześnie odchodzi.

Nie wiem, czy każdego i w każdej z istotnych życiowych spraw byłoby stać na narażenie się świadomie na to położenie. Boję się, że ja sama, w sprawach znacznie mniejszego kalibru, okazałam się oportunistą i tchórzem. Chcę współczuć każdemu, kto cierpi, nie dzieląc cierpienia na ładne i brzydkie. Chcę podziwiać odwagę ludzi odważnych nie oceniając ich. Więc współczuję tym wyśmiewanym i wykluczanym, niczemu nie winnym ludziom.

I współczuję tym, którzy nie potrafią współczuć.

19:10, moja.koteria , ZAUWAŻENIA
Link Komentarze (2) »
środa, 30 stycznia 2013

Po kolejnym już rozdarciu polskiego sukna, tym razem w postaci "nagród" dla członków prezydium Sejmu, jedna tylko partia zdecydowała się odwołać stamtąd swojego przedstawiciela. Reszta siedzi cichutko. A raczej: kanalizuje uwagę na Annie Grodzkiej z Ruchu Palikota, która ma, w zamyśle swej partii, zastąpić Wandę Nowicką.

Anna Grodzka ma ten problem, że jest transseksualistą. Nie jest niesprawna intelektualnie ani niedokształcona. Z wykształcenia jest psychologiem klinicznym. Ma na koncie wiele dokonań zawodowych wymagających rzutkości, sprawności organizacyjnej i odwagi (patrz: Wikipedia). O co więc chodzi? Dlaczego płeć i sprawy płci tak burzą panów posłów i panie posłanki? Czemu tak bardzo się na nich koncentrują? Czy mają z tym jakieś osobiste problemy?

Czemu w tych dniach niektórzy posłowie nie spuszczają głów ze wstydu, że traktują swoje poselstwo jak okazję wyrwania jak największej kasy? Czemu się nie rumienią, że wyrywając kaskę jednocześnie mają gdzieś interesy wyborców? Czemu im nie wstyd, że produkują buble prawne lub w nieskończoność "czytają" projekty, które należałoby uchwalić? Czemu nie odwołują swoich przedstawicieli w prezydium sejmu?

Może jeszcze dałoby się coś naprawić gdyby każdy walnął się we własną pierś, zamiast interesować się piersiami Grodzkiej.

niedziela, 27 stycznia 2013

Oto lista posłów PO głosujących przeciw związkom partnerskim, czym zasłużyli na pochwałę Prezesa i darmową kąpiel w toruńskich termach:

1. Achinger Elżbieta
2. Adamczak Małgorzata
3. Arkit Tadeusz
4. Arndt Paweł
5. Biernacki Marek
6. Bobowska Joanna
7. Borowiak Łukasz
8. Brzezinka Jacek
9. Budnik Jerzy
10. Cycoń Marian
11. Czerwiński Andrzej
12. Fabisiak Joanna
13. Gadowski Krzysztof
14. Gąsior-Marek Magdalena
15. Głogowski Tomasz
16. Godson John Abraham
17. Gowin Jarosław
18. Grad Mariusz
19. Gut-Mostowy Andrzej
20. Hoppe Teresa
21. Kaczor Roman
22. Kania Andrzej
23. Kosecki Roman Jacek
24. Kozdroń Jerzy
25. Koźlakiewicz Mirosław
26. Lamczyk Stanisław
27. Mężydło Antoni
28. Miodowicz Konstanty
29. Mroczek Czesław
30. Oświęcimski Konstanty
31. Pępek Małgorzata
32. Pietrzczyk Lucjan Marek
33. Plocke Kazimierz
34. Pluta Mirosław
35. Raczkowski Damian
36. Radziszewska Elżbieta
37. Raniewicz Grzegorz
38. Raś Ireneusz
39. Saługa Wojciech
40. Sibińska Krystyna
41. Siedlaczek Henryk
42. Staroń Lidia
43. Tomański Piotr
44. Tomczak Jacek
45. Ziemniak Wojciech
46. Jacek Żalek

Na zakończenie taka mała obserwacja: 95 procent tych nazwisk nie kojarzy mi się ani z twarzą ani z dokonaniami, ani z polityką nawet. Co to za ludzie? Kto nami rządzi????

16:51, moja.koteria , POŚWIRUJEMY?
Link Komentarze (2) »
sobota, 26 stycznia 2013

...nie zawrą związku partnerskiego, co mogliby uczynić w większości szeroko pojętej Europy, ponieważ Polska jest oazą "wartości". Dziwna rzecz, że im lepiej powodzi się materialnie krajom w Europie, tym one są bardziej otwarte na potrzeby ludzi, a te niekoniecznie sprowadzają się do ślubnego kobierca i seksu bez prezerwatywy. I na odwrót: im więcej zajadłej nietolerancji z "wartościami" na sztandarach, tym dotkliwsza bieda i tendencje do emigracji.

Wartości chrześcijańskie, na straży których stoją takie na przykład tuzy moralne jak pan minister Gowin (jeszcze PO) albo posłanka Pawłowicz (PiS), wyglądają oto nieco inaczej, niż czytamy w Nowym Testamencie, gdzie Chrystus jadał z celnikami, jawnogrzesznicę chronił przed kamienowaniem, a nikogo (nawet Piłata) grubym słowem nie potraktował. Otóż nasi polscy posłowie-chrześcijanie mało się nie zapluli z obrzydzenia, gdy okazało się że do prezydium sejmu Ruch Palikota może zechce rekomendować Annę Grodzką, lub - o zgrozo!!! samego Biedronia.

Co to znaczy, drodzy państwo Posłowie na Sejm RP? Otóż to znaczy, że tych dwoje dzielnych, a od zarania tej kadencji sejmu opluwanych ludzi, jest w waszych umysłach pod-ludźmi, untermenschami jak to za Hitlera brzmiało w oryginale. No to pewnie wy sami, państwo posłowie, wyrażający swoje obrzydzenie do pary kolegów posłów, macie się za nad-ludzi (ubermenschów)? Widać stąd, że prawa nadawane obywatelom przez Konstytucję i nakazy waszej religii (miłuj bliźniego jak siebie samego) macie głęboko w swoich chrześcijańskich zadkach.

A pan, panie ministrze sprawiedliwości, powołując się na 18 artykuł Konstytucji, niechże go chociaż rozumie, bo z faktu, że państwo szanuje instytucję małżeństwa nie wynika nic innego, jak to, co napisano. Widzi pan tam gdzieś zdanie odnoszące się do związku partnerskiego? Że go państwo polskie nie szanuje lub nie dopuszcza? Nie? - Więc gada pan nie na temat, aż wstyd - w tym wieku i na tym urzędzie...

czwartek, 24 stycznia 2013

Na pewnym zamkniętym blogu trwa dyskusja o przyczynach śmierci Stasia. Zostałam zapytana - gdy przyznałam się, że jestem psychoterapeutą uzależnień - co radziłabym rodzicom, żeby się ustrzegli losu tamtej rodziny. Napisałam. Ewa 777 zaproponowała, żebym ten tekst przeniosła na otwarty blog. Oto on (nieco wygładzony):

Co radzę rodzicom?

1. Mieć świadomość, że dorastające dzieci są pod presją środowiska, jego obyczajów - i jest to presja silna. Czasem odmówić złamania nakazu zdrowego rozsądku oznacza tyle, co być oldskulowym frajerem, a to swoista hańba. Nie każde dziecko na to stać.

2. Nie ufać do końca temu, co wam mówią wasze nastolatki. Pamiętać, że kiedy samemu było się nastolatkiem, też robiło się rzeczy, o których dorośli nie mieli wiedzieć. To odwieczna gra... A jeśli nie ufać - no to sprawdzać. Tak. Sorry. Sprawdzać: co ma w kieszeniach, jak wyglądają oczy, co mówi, jak się zachowuje. I w związku z tym...

3. ...wiedzieć, co może być sygnałem brania i uzależniania się. Nie będę robić wykładu. Wystarczy wyklikać MONAR i można znaleźć różne strony z instruktażem. Można rozmawiać z profesjonalistami, pytać, czytać. Warto zawczasu. To jest w dzisiejszych czasach w pakiecie rodzicielstwa. 

4. Robić testy na obecność narkotyków (zapytajcie w aptece, są różne) i utrzymywać w dziecku świadomość, że się będzie to sprawdzało - dla jego życia i dobra.

5. Być w kontakcie ze szkołą, na wywiadówkach rozmawiać właśnie o tym - o przygotowaniu nauczycieli do obserwowania uczniów pod kątem kontaktu z narkotykami, o przepływie informacji, o procedurach szkoły na wypadek stwierdzenia że dzieci biorą/ćpają. Kogo dziś obchodzi, że "klasa ma gorsze/lepsze wyniki w nauce", skoro za bramą szkoły stoi dealer z mieszanką chemiczno-ziołowego gówna?

6. A jeśli okaże się, że tak, bierze, ukrywa się - pędzić do Monaru, szkolić się: jak sensownie prowadzić dziecko z problemem. Współpracować z fachowcami. Gdy wasz bliski domownik uzależnia się - rozumieć, że i u was zapewne rozwinie się syndrom współuzależnienia; bez pomocy psychologa w tak trudnej sytuacji możecie buksować w miejscu, nie pomóc dziecku i zaszkodzić sobie. 

Niewiedza jest kosztowna. A uzależnienie to choroba XXI wieku i - do licha! - nie znam nikogo, kto by się z tym nie spotkał z bliska, choć wielu zaprzecza (mam na myśli uzależnienia różne, nie tylko od środków psychoaktywnych). Dlatego warto wiedzieć więcej o jej mechanizmach psychologicznych i dynamice. Warto. 

20:47, moja.koteria , ZAUWAŻENIA
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 stycznia 2013

Dziś pani Ewa Kopacz przepytywana była przez dziennikarzy na okoliczność premii, jaką przyznało sobie właśnie prezydium Sejmu: po 40 tysięcy na łeb dla zastępców pani marszałek i 45 tysięcy złotych dla niej samej. Powiedziała prasie, że sejm to miejsce pracy, a ona jako zwierzchnik miała prawo uhonorować pracowników.

No klawo. 40 tysięcy to jest roczny zarobek kogoś, kto za swoją robotę dostaje 3.300 miesięcznie, w Polsce ładna grupa ludzi może pomarzyć o takich zarobkach. To jest 2 letni dochód emeryta, a i to zamożniejszego. A państwo marszałkostwo dają sobie i biorą, ciepłą rączką, kaskę wyciśniętą z naszych podatków, bez zmrużenia oka. Wszyscy, niezależnie od opcji. Kilku usiłowali dziennikarze dogonić, żeby im spojrzeć w oczy, ale oni jakoś nie chcieli gadać. Bo kasa łączy najzaciętszych antagonistów. Można se skakać po trybunach z pazurami i do oczu, ale gdy się dzieli premię to wszyscy robią się cichutcy i zgodni. Bieremy!!!

Pamiętacie, jak to się za komuny mówiło: "wszyscy mamy równe żołądki"? Teraz to już niemodne, fe! - tak komuś do portfela zaglądać! Więc mnie żołądek pani Kopacz nie interesuje. Ani jej budżet domowy, inwestycje itede. Interesuje mnie tylko jedno: że ta pani już się dla mnie dziś skończyła jako polityk, podobnie jak wszyscy jej (wspaniale pracujący) zastępcy: Cezary Grabarczyk (PO), Eugeniusz Grzeszczak (PSL), Marek Kuchciński (PiS), Jerzy Wenderlich (SLD) i Wanda Nowicka (RP).

Ciekawe, jak też premie podzieli sobie prezydium Senatu?

20:59, moja.koteria , POŚWIRUJEMY?
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22