Zakładki:
Autorka informuje,
Czekam na listonosza
Nieobecni (chwilowo?)
Politycznie
Prywatne, proszę pukać
Prywatne, z kluczykiem
Silva rerum

Ta pomoc nic nie kosztuje!






piątek, 18 maja 2012

Wszystkie mam niby zdrowe. A jednak...

Porobiło się przy korzeniu siódemki. Dziób zaczął puchnąć, dziąsło pulsować i boleć.

Pojechałam - zastałam! To ważne, kiedy nadchodzi weekend.

Pani dr przyjrzała się panoramce, którą przytomnie wzięłam ze sobą. Dojrzała jeszcze coś "niejasnego"  w innym miejscu, jakby kawałek korzenia zostawiony przez kogoś nieuważnego, i zapisawszy antybiotyk wysłała mnie - w poniedziałek - do chirurga szczękowego. Kompleksowo.

No to wesoły weekend mnie czeka i miły poniedziałek. Wrrrr.

 

19:52, moja.koteria , POŚWIRUJEMY?
Link Komentarze (4) »
niedziela, 13 maja 2012

Nic, ale to nic nie obchodzi mnie nowa ustawa emerytalna. Ja na emeryturę poszłam mając 55 lat, bo mogłam, takie wtedy były przepisy. Po pięciu latach wróciłam na dwa kolejne lata do pracy, bo chciałam i mogłam. Niech się wstrzyma, kto miałby ochotę zakrzyknąć: Tej to dobrze! A ja?...

Dobrze - nie dobrze. Emerytura taka sobie, przeżyć się da, jeśli bez większych potrzeb. Szału nie ma. Ale jest spokój. Żadnego lobbingu, żadnego wyścigu szczurów, żadnej głupawki. Gdybym była o pokolenie młodsza, musiałabym pracować jeszcze z pięć lat, od dziś patrząc. Ale nie jestem. Patrzę jednak, jak to wszystko się zmienia. Moi rodzice będąc w moim wieku byli już starzy, oboje umarli mając 67 lat. W ich pokoleniu nie było to nic szokującego. Teraz średnia wieku znacznie się podniosła, moje starsze rodzeństwo łagodnie i stanowczo ominęło wiek odejścia rodziców, owszem, chorują na to, na co i rodzice, ale leki nowych generacji pozwalają z tym żyć. Teraz nie tak łatwo umrzeć na zawał, jak nasz ojciec; teraz zagląda się ludziom do naczyń, udrożnia stentami, zakłada bay-passy i wio, na rower, na koszykówkę :)

Nie chcę się z nikim porównywać. Wiem o sobie, że delikatną mam psychikę, horrorów nie oglądam, filmy wojenne mnie mierżą, kłótni nie lubię. Chciałabym żyć w bajeczce, w różowej piance, w domku dla lalek, z widokiem na morze, jezioro lub rozległe łąki. Z ludźmi mijać się bezdotykowo, z półuśmiechem, w rozkosznym dystansie... Ja już nie chcę niczego chcieć ani donikąd dążyć. Zmienianie świata mogę zaczynać co rano od siebie...

Ile mi pisane - przeżyję, nie myślę o nic walczyć za życia ani potem. Teraz pobędę sobie w cichym przedsionku wieczności, a ci, co są za albo przeciw, obrażeni lub ukojeni, niech się tam żrą aż się zażrą. Ostatecznie każdy powód dobry.

09:38, moja.koteria , ZAUWAŻENIA
Link Komentarze (5) »
czwartek, 26 kwietnia 2012
poniedziałek, 23 kwietnia 2012

czyli coś koło jednego ojro jestem winna fiskusowi. A że mieszkam ponad trzysta km od mojego urzędu skarbowego, muszę je jakoś teleportować. Poszłam więc na pocztę i wypełniłam przekaz. Panienka spojrzała krytycznie i powiedziała, że "takie coś to nie może być". Są - powiedziała - różne konta, to sobie trzeba znaleźć.

Polazłam do domu, wdarłam się na stronę mojego urzędu skarbowego, a tam istotnie, są różne konta, tylko ni cholery nie wiem, które wybrać. Zadałam guglowi proste pytanie, jak wpłacić podatek do urzędu skarbowego, w odpowiedzi dostałam jeden wielki bełkot ekonomiczny i jakieś fora, gdzie każdy powiedział co wiedział, ale czy dobrze, nie wiem, bo i skąd.

Ciekawe, czemu to nie może być proste jak zakup butów na allegro? Klikasz i poszło. Nie. To musi być skomplikowane. Poszedłszy po rozum do głowy zapytałam o tę procedurę osobę, która jak mi się zdało raczej co roku karmi fiskusa. Powiedziała, że nie ma z tym problemu, bo karmi go tam gdzie mieszka. Raz spróbowała nowoczesności i chciała to zrobić przez swoje konto internetowe, ale wysiadła po którejś tam komendzie z ekranu, równie niezrozumiałej jak poprzednie.

No i jak zawsze w takich razach, zastanawiam się, czy to ja już ze starości rozum tracę, czy może mojego wykształcenia (jednak nieco wyższego) nie wystarczy dla obsługi jednego z tych urzędów, z którymi umiłowany kapitalizm związał mnie do grobowej deski...

17:13, moja.koteria , POŚWIRUJEMY?
Link Komentarze (6) »
wtorek, 17 kwietnia 2012

Chcę spokoju. Świętego. A nie mam.

Niech no tylko włączę telewizor, już słychać jazgot Kempy: a te-te-te, a te-te-te... nie da dojść do słowa, nakłada swój głos na cudzy głos - no to trach ja po pilocie, a tu animal planet i ktoś kogoś zżera, z mordy zwisają krwawe strzępy... trach! a tu katastrofa w przestworzach, łubudubu bęc, łuna, sto trupów... trach (pilot mój ledwie żywy) a na ekranie Kaczyński... trach!!! - Macierewicz... trach! - Miller śpiewa "Mury" - trach! - Niesioło... trach! - znów katastrofa w kopalni, zamordował narzeczoną, 506 pijanych kierowców - trach!

Ja już się do tego świata nie nadaję. Napisałabym gdzie go mam, alem z porządnego domu, to nie napiszę. Mnie już szemrania strumyczków słuchać oraz Czterech Pór Roku i kontemplować urodę motyla, zanim go co zeżre.

Na szczęście mogę właśnie tak. I co mi kto zrobi?

09:17, moja.koteria , ZAUWAŻENIA
Link Komentarze (5) »
piątek, 06 kwietnia 2012

Atmosfera. Życzenia radosne. Uśmiechy prawdziwie niewymuszone. Bo przecież nic nie muszę, ale uśmiechać się do ludzi lubię, jako że z uśmiechem od zawsze mi ładnie, a ładniej jeszcze, od kiedy kąciki ust zaczęły opadać, ze starości. A tu proszę: uśmiech - i już oba w górę, i dycha mniej...

Po latach przeróżnych obserwacji, przemyśleń, spotkań - z mojej wczesnodziecięcej religijności nic już nie zostało, kościoł raczej omijam, no i oczywiście dobry Herr Gott zakpił sobie ze mnie dając mi siostrę rodzoną - zakonnicę, żeby nie było za łatwo myśleć.

No a jak już nie religijnie - to jak? Jajeczko i zajączek? Infantylnie, pozornie? Czy jak za PRL-u: święto odradzającej się przyrody? - I cała szkoła idzie topić Marzannę. Fajna szkoła... topienie kogoś, a choćby i ze słomy utkaniego - czyż to nie preludium do palenia kukieł?

No to siedzę gdzieś w środku. O ludziach sobie serdecznie przypominam, kilka (chudych) dań z dziecinno-rodzinnej tradycji obmyślam, jajka białe po 99 groszy sztuka kraszę jak należy, jeszcze mi kąska słoniny potrzeba dla nabłyszczenia... Nawet rzeżuchę kupiłam, śmierdzi strasznie, ale kotom bardzo się spodobała. A w wazonie mam szczepki winobluszczu któremu przykazano ukorzenić się, bo sadzony będzie przy wejściu, nad schodami, żeby było ślicznie i romantycznie jesienią. Wypuściły już białe kiełki, drobne jak czubek wykałaczki...

Wesołych Świąt dowiarkom i niedowiarkom. Wszystkim :-)

17:59, moja.koteria , ZAUWAŻENIA
Link Komentarze (8) »
wtorek, 27 marca 2012

...przez jakiś czas, bo i co tu pisać. Czekałam już jak na zbawienie na mały zabieg w okolicy kciuka, gdzie coś mi rosło i rosło pod skórą. Raczej twarde, ale dające się lekko przemieszczać, słowem guzek, guz, nieznanej zawartości. Nie znam człowieka, który by choć raz w życiu nie zamartwiał się, że coś, co mu gdzieś wylazło, okaże się koniecznie nowotworem, złośliwym jak stado małp. No to wiecie, jak to jest w takich razach.

No i został wycięty...

A potem czekanie na wynik hist.-patu... A potem rozmowa z lekarzem, bo teraz procedura taka, że nie można po prostu dać pacjentowi wyniku, muszą cię jeszcze odpowiednio nastraszyć - gdy czekasz, a oni łażą, grzebią w komputerze, gadają przez telefon, robią mądre miny i wysyłają cię z ostrożności do onkologa na konsultację - niespecjalnie potrzebną, bo zmiana okazuje się łagodna; na szczęście jest internet, a w nim wszystko, co trzeba. I jest jeszcze mądry zaprzyjaźniony chirurg z długoletnim stażem, który wyłoży temat jak krowie na rowie i powie, że najgorsze co cię czeka to to, że to może znów odrosnąć, za ileś lat, bo taka jest tego natura, że jeśli przypadkiem nie wycięto doszczętnie, to niektórym odrasta.

A szwy już zdjęte, co przecięto - pięknie się zabliźniło i już pracuję w ogródku, od wczoraj, z wielką radością...

18:58, moja.koteria , POŚWIRUJEMY?
Link Komentarze (4) »
środa, 15 lutego 2012

Ano, miesiąc zaraz minie, jak z bicza. Jakoś więcej teraz czytam niż piszę. Konkurs "blog roku" dał mi sporo nowego paliwka. A u mnie jakoś tak...

Przyjaciółka dochodzi do formy powolutku, już całkiem nieźle śmiga po domu, jedną kulę co i raz odrzucając. Zaczęła się polka z ubezpieczycielem sprawcy wypadku, który zaniża, nie dotrzymuje, odmawia itd. Bez sądu się nie obędzie.

Ja sobie przez ten miesiąc o uzębienie zadbałam, miał być przegląd i radocha, że wszystko zdrowe - a tu zonk! Cała seria plombek, niby malutkich, ale jak się dobrze rozwierci, to już nie. I na koniec piaskowanie, a przedtem jeszcze panoramka - ech, nic za darmo...

Kotka zachorowała mi na jakieś skórne choróbsko; oczywiście zaraz widziałam nowotwór i kocie schodzenie, ale dziś weterynarz uznał, że to banalne zapalenie i rozpoczął kurację antybiotykową.

Mnie już nadojadł kręgosłup, więc się spięłam i kupiłam kosmodisk; różnie mówią, ale mnie już wszystko jedno, zaszkodzić nie zaszkodzi, a może pomoże. No i noszę po x godzin dziennie. Śmiesznie mrowi czasami, a cały czas grzeje. Jest to przyjemne.

Dziś mi jakaś menda ludzka przydzwoniła w samochód na parkingu przed supermarketem i zwiała rozwaliwszy panel z tylnymi lewymi światłami. Po godzinie już miałam nowy, a w portfelu mniej o 207.-

W sumie życie jak życie. Przez dwa tygodnie mroziło jak diabli, tu mamy blisko polski biegun zimna - Suwałki, a teraz śnieg sypie zakrywając muldy na parkingach, jezdniach i chodnikach. Widok piękny, ortopedom też się nie nudzi.

23:28, moja.koteria , ZAUWAŻENIA
Link Komentarze (1) »
czwartek, 19 stycznia 2012

... poszukuję dobrych stron i zysków wszystkiego, nie zawsze najlepszego. Taka Polyanna ze mnie na stare lata, ale cóż. Albo może: próbuję zrozumieć sens - porażek, cierpienia, bolesnych strzałów losu. Jestem najdalsza od fatalistycznego myślenia i wszelkiej magii. Patrzę rzeczowo na skutki zdarzeń.

Niedawno przeżywałam rozterkę - pozostanie w pracy vs odejście. Był to dla mnie osobiście trudny czas: nie poradziłam sobie emocjonalnie, znów zaczęłam się obżerać, waga poszła w górę. I pewnego dnia doznałam nagłej świadomości, że jestem na równi pochyłej i coś we mnie powiedziało dość. Wróciła abstynencja, a z nią logiczne myśli, dalej decyzja: odchodzę. Gdy dziś spotykam moich byłych współpracowników i dowiaduję się, co dzieje się teraz - nacieszyć się nie mogę, że odeszłam. Paradoksalnie: choroba pomogła mi się ratować.

Ostatnio doświadczyłam obrzydliwych, plugawych plot z ust osoby, z którą spotykałam się towarzysko. Nie ma w nich nic dobrego, a jednak przecięcie tej sytuacji oczyściło wrzód, jaki narastał. Na moich oczach dzieje się sprawiedliwość: ostracyzm wobec łajdaczki. Będąc jedną z grona ofiar oszczercy doświadczam, że nie jest on już górą. Pracowicie rozsnuty oplot plot zaczyna się rwać, a efekty - wymykać i zwracać przeciwko autorce. Czyż to nie oznacza, że jest jakiś porządek na tym świecie?

Ostatni dzień konkursu na blog roku... Znajduję "koterię" w czternastej dziesiątce blogów, czyli bez szans. Ale... Ile doświadczyłam sympatii i wsparcia, to moje. Ile - interesując się konkursem - znalazłam w blogosferze perełek, tego też mi nikt nie zabierze.

Wszystko ma sens...

08:09, moja.koteria , ZAUWAŻENIA
Link Komentarze (6) »
wtorek, 17 stycznia 2012

Dobry dzień składa się z samych dobrych wiadomości, a nade wszystko zdarzeń.

Pierwsze i najważniejsze to to, że moja przyjaciółka chodzi o kulach, co stwierdziłam naocznie. Narazie spacerki są po 10 metrów, jutro będzie 20, a pojutrze popędzi na maraton :-) Kurczę, jak to powiedzieć, żeby unaocznić poprawę... Przez miesiąc stan był constans, balkonik, wózek i nic więcej, a teraz nagle - hopsia, hopsia!!! Kule - to dla niej znaczy tyle, co wolność. Teraz już od nikogo nie zależy. Może sobie swobodnie wędrować po domu, a z czasem - znowu - po całym świecie.

A uśmiech ma od ucha do ucha.

Druga dobra wiadomość jest taka, że wyspałam się za wszystkie czasy, moja kotka Miśka wielekroć przystępowała do mnie w nocy, żeby mnie za szyję obłapić, pazurami rytmicznie pozagniatać i nasmarkać do ucha. Uuuu, cudnie...

Trzecia dobra wiadomość jest taka, że sprawdziła się moja nowa pedicurzystka, nowa - po dezercji poprzedniej, z którą byłam zaprzyjaźniona i do której miałam pełne zaufanie. Niestety odeszła z interesu. Panią Basię znalazłam przypadkiem, podczas równie przypadkowej wizyty u fryzjera. Odpytałam ze sterylizacji i uzyskawszy zadowalające odpowiedzi odwiedziłam dziś właśnie. I bingo!

Nikt i nic nie popsuje mi dziś humoru. Nawet tuzin popapranych plotkarek rodem z kiepskiego, skrzypiącego magla

:-)

 

15:32, moja.koteria , ZAUWAŻENIA
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 16 stycznia 2012

Dziś ważny dzień, moja przyjaciółka znów poszła do szpitala, zdjęto jej gips i nawet trochę chodziła między poręczami. Słaba jeszcze bardzo, mroczki w oczach, musi siadać co parę kroków, ale widzę jaka jest szczęśliwa, bo bała się, co wychynie spod tego gipsu. A tam - ładnie zagojona rana i trochę łuszczącej sie skóry, jak zwykle w takich razach... I noga, normalna stopa, ta co to ją mieli amputować, jak mówiono zaraz po wypadku... Rentgena zrobili, podobno kości pięknie się zrosły. Zostało kilka zdumiewająco niewielkich blizn. No i krwiaki w kolanie, wciąż jeszcze. Ale to bardzo powoli się cofa i wciąż wymaga czasu. 

Lekarz już całkiem na luzie pogadał, rehabilitantka chwaliła, a H. jakby ją kto na sto koni wsadził...

XXX zachrypiała jej przez telefon że do szpitala nie przyjdzie, bo chora, przechora! Ano padło na ten żmijowy organ; czym kto grzeszy, to mu i schorzewa: plotkowała i - proszę, mowę odjęło. Jest jednak sprawiedliwość na tym świecie. A tak się wybierała! Bo - mówiła - żeby ludzie nie gadali, że rodzina się nie interesuje!

...A przecież XXX interesuje się jak cholera, jako "najbliższa rodzina" z kurtuazyjną wizytą do chorej całe trzy razy przez tych pięć tygodni wpadła - jak akurat nie miała baseniku, saloniku, kijków, wycieczki emerytów i trzydniowych poprawin po imieninach.

16:28, moja.koteria , ZAUWAŻENIA
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 stycznia 2012

... wyślij SMS o treści: A00751 na numer 7122

Uwaga! W numerze bloga znak 0 to cyfra zero.

Wpisać należy kolejno: literę A - cyfrę zero - cyfrę zero - cyfrę siedem - cyfrę pięć - cyfrę jeden.

Pamiętaj także, aby nie wstawiać w SMS spacji! Napisz jednym tchem: A00751

Koszt SMS to 1,23 zł brutto.

Dziękuję z góry za każdy głos :-)

17:19, moja.koteria , ZAUWAŻENIA
Link Komentarze (8) »
środa, 11 stycznia 2012

...doświadczam, że ho-ho.

Nie macie (chyba) pojęcia, co się z człowiekiem robi, kiedy tak z głupia frant zgłosi swój blog na konkurs. Do tamtej daty byłam pogodnym luzakiem, a od niej wciąż mi się zdaje, że co napiszę to głupio i poniżej drukowalności. Przeglądam głowę w poszukiwaniu tematów zacnych i wiekopomnych, którymi wygrywa się konkursy, ale ich tam chyba nie ma.

Jest - jak dziś - trochę smuteczku po wyjeździe Córki. Taka pustość.

Jest trochę niedospania - przez pewnego kota, który po północy przypomniał sobie o bólu istnienia.

Jest mała, nieustająca radość z tego, że nie muszę już do pracy, na etat, w gniazdo os, w durność i chaos. A oni tam muszą, biedaki.

I tyle. Ech...

14:18, moja.koteria , ZAUWAŻENIA
Link Komentarze (5) »
piątek, 06 stycznia 2012

...nie umiem wstawić obrazka w margines, czyli miejsce "trwale widoczne". Udało mi się wstawić we wpis - jak widać - ale gdy popłynę dalej na fali codziennych wynurzeń, obrazek przewinie się w przeszłość.

Nie wiem, jaki to może mieć wpływ na udział w konkursie "Blog Roku"... Cóż, widać siła wyższa życzyła sobie jakichś perturbacji :)

Dodane 7 stycznia:

W czwartek 12.01.2012 o godzinie 15:00 rozpocznie się etap głosowania sms-owego. Wygląda na to, że numer, pod który można będzie słać sms-y jeszcze nie został podany przez organizatorów; domyślam się, że zostanie podany we właściwym czasie. Niezwłocznie wskażę go wówczas P.T. Czytelnikom :-)

Głosowanie potrwa do czwartku 19.01.2012, a więc tylko tydzień. Brać, wybierać...

14:58, moja.koteria , POŚWIRUJEMY?
Link Komentarze (8) »
czwartek, 05 stycznia 2012

Lazłyśmy we dwie, wbrew śnieżnemu deszczowi... Ponoć salonów fryzjerskich jeden na drugim, a żadnego nie było widać. Zobaczyłam planszę w głębi podwórka i pociągnęłam córkę za rękaw. Nazwa, typu "U Czesi" zachęcająca nie była, wnętrze jeszcze mniej, a już najmniej mina fryzjerki przy najbliższym stanowisku. Jednak z naszym przybyciem ruch się zrobił jakby kto obudził królewnę Śnieżkę i ani się obejrzałyśmy, jak nas posadzono przed lustrami i ugniatanio na głowach srebrne papierki w zgrabne koperty.

Potem do zakładu napłynęli: para dość podejrzana, która kazała się ostrzyc i za oba zabiegi wysupłała 33 złote, pani z grzywką po żuchwę, starowina z gęstą siwizną i zażywny jegomość, siwy i kędzierzawy zanadto. Po salonie krzątała się właścicielka, czerstwa i zasadnicza, panna z pierwszego stanowiska z muchami w nosie i żwawa uczennica, wciąż jeszcze niezmiernie chętna do wszelkich posług.

Ich monologi i ruchy były dość podejrzane, córka słała mi spojrzenia o nieodgadnionej treści, a proces postępował.

A potem, niemal w jednej chwili spojrzałyśmy na siebie i już wiedziałyśmy, że los wysłał nas do małego fryzjerskiego raju. Obie miałyśmy zindywidualizowane, kształtne fryzury z doskonale dobranymi blikami balajażu. Pierwszy, no, może drugi raz w życiu nie miałam ochoty zmywać głowy zaraz po wyjściu, czegoś docinać lub farbować i tłumaczyć sobie, że "no, przynajmniej ostrzyżona jestem jako tako". Nie. Było idealnie.

Przypomniałam sobie wszystkie swoje wizyty w studio-Violetta, pampellini i u mistrza Stefana, do których trzeba się było zapisywać o pół roku wcześniej jak na lot kosmiczny lub na wizytę u światowej sławy profesora brombologii tuftonologicznej. I jak tu nie wierzyć w Siłę Większą od mojego rozumu i rozeznania? Rzekł Pan: niech ta lebiega wreszcie trafi do kogoś, kto ją ostrzyże jak trzeba! I zesłał wiatr i śnieg z deszczem i kulawą planszę na szarym podwórku.

 

23:11, moja.koteria , ZAUWAŻENIA
Link Komentarze (3) »
sobota, 31 grudnia 2011

Radośnie przyniosłam mojej przyjaciółce filiżankę: takuteńką jak ta, co pękła. Były bowiem dwie, takie z małymi kwiatuszkami, jak z dzieciństwa. Kiedyś je przyuważyłyśmy będąc na zakupach, kupiłyśmy i lubiłyśmy bardzo. Bo jest coś szczególnego w cienkiej porcelanie...

Pytam, gdzie ta pęknięta. - A, chyba kazałam XXX wyrzucić. - Na to ja: o Boże, teraz rozpowie po mieście, że ci wytłukłam serwis.

Czy cierpię na paranoję?

16:07, moja.koteria , POŚWIRUJEMY?
Link Komentarze (2) »
piątek, 30 grudnia 2011

No i finis.

Wydałam imprezkę pożegnalną huczną, bogatą, wedle obyczaju. Dostałam oficjalne kwiaty i kilka serdecznych prezentów, usłyszałam kilka bardzo miłych słów. Pani kierownik zaszczyciła, zanim umknęła. W zaproszeniu jej widzę swoją dojrzałość (by nie powiedzieć: przystosowanie), ale imprezka była pomyślana tak, że po pół godzinie pani kierownik i tak wyjedzie do M. i można będzie pogadać w swoim gronie. Ku mojej radości (i zdumieniu) przybył personel biały w komplecie i wsuwał tort aż się kurzyło.

Tort, rozumiecie. U mnie, żarłoka... Ale ja jadłam tylko pomarańcze :-)

No i znowu jestem na emeryturze. Coraz lepiej idzie mi przechodzenie na nią. No i nic dziwnego: nabieram wprawy, to był już drugi raz.

Biiiiiiis!

niedziela, 25 grudnia 2011

No i co z tym moim chrześcijaństwem? Wybaczać 77 razy? Nadstawiać drugi policzek?

Nie chcę, nie umiem. Nie chcę.

Ale zastanawiam się.

No bo skoro ja tej kobiecie nigdy żadnej krzywdy nie zrobiłam, a ona mnie zaszczyciła publiczną obmową, świadomym poniżaniem w ludzkich oczach - to mam się uśmiechać przymilnie? Udawać, że się nic nie stało, dalejże, kochana, przywal mi jeszcze trochę! Może rozgłoś że jestem chora na coś paskudnego, żeby się ludzie raźno odsuwali, może zgłoś swoje wymysły na mój temat policji albo urzędowi skarbowemu... Nie żałuj sobie, siostro moja w Panu...

Tymczasem jednak, myślę sobie, rzeczy pozostaną jak były. Oszczercom ręki się nie podaje, do domu za próg nie wpuszcza, a kto by tak robił, ten akceptuje zaprzaństwo. Ja - nie. I żadna okoliczność, żaden rytuał opłatkowy tego nie zmieni. Zmienić to może jedynie głębokie zawstydzenie i przeprosiny ze strony winnego. A tego raczej się nie spodziewam. 

piątek, 23 grudnia 2011

Mruknął, że ma się dobrze, przywiązał się do nowych państwa, a oni do niego. Jest zdrowy i wesoły, bawi się z Filusiem, i - a jakże! wciąż nazywa się Czwartek!

Z panią Czwartusia życzyłyśmy sobie wesołych świąt...

 

wtorek, 20 grudnia 2011

Chwila, chwileczka.

Kilka pospiesznych poranków i za wczesnych zmierzchów.

Świerczek, co z trudem zmieści się do auta. Oprawianie drzewka, żeby stanęło w antycznym krzyżaku. Światełka.

Jakaś ryba, jakieś sianko, jakiś obrusik czerwony z zieloną lamówką.

A potem kolejne dni, coraz dłuższe.

 

17:05, moja.koteria , ZAUWAŻENIA
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20